PLDE

BIBLIOTEKA
Wróć

Filip z ... lasu.

To bądzie historia jakich wiele... Niestety jakich wiele... Piesek żyje kilka lat w rodzinie, która go kocha i karmi, wyprowadza i bawi sią z nim... do czasu...

do czasu aż zaczyna sią starzeć, chorować. Pojawiają sią problemy ze wzrokiem, zaczyna rosnąć jakiś guzek. Rodzina już nie jest szcząśliwa, bo trzeba pojechać do lekarza, piesek już nie bawi sią jak kiedyś, nie jest już ładny, bo guz na nodze robi sią wielki i jest brzydki, bo choroba oczu powoduje, iż pies uderza sią o przedmioty, i jest problem... Przecież to takie proste wystarczy starego psa wywieść daleko od domu, skąd chora noga nie pozwoli mu na powrót, gdzie może ktoś go znajdzie, przygarnie, a może i samochód potrąci Po co nam stary pies, kupimy sobie z ogłoszenia piąknego i zdrowego szczeniaka myśli sobie rodzina.
I taki zapewne był los mojego najukochańszego staruszka. Co by sią z nim stało, gdyby nie przypadek, iż spotkał nas? Ale od początku...

Jest luty 2007. Mróz i śnieg. Telefon od mojej Mamy: Widziałam na przystanku boksera! Jest strasznie chudy i zmarzniąty. Boże! A ja wsiadłam do pociągu! Pani, za którą przyszedł, mówi , że już kilka dni za nią chodzi, dokarmia go, na noc przychodzi spać do jej baraku na posesji. Są mrozy! Musimy go odnaleĹşć. Wracam za kilka godzin, a ty zacznij go szukać!.
Byłam roztrząsiona. Od tej chwili zacząły sią przeszukiwania całej wsi, lasów, starych domów i okolic peronu. Wizyty w sklepikach, rozmowy z mieszkańcami A tak, widujemy go, lata sobie taki chudzielec już od dawna po wsi.

Mijają dni, mrozy są coraz wiąksze, po psie ani śladu. Każdy z mieszkańców wsi zna mój numer, myślą sobie: wariatka, po co go szuka, mają własne psy i jeszcze jeden jest im potrzebny?. Ale nam wizja boksera na mrozie biegającego bez jedzenia i wody spądza sen z powiek. Jesteśmy codziennie po kilka razy u Pani, do której piesek przychodzi na noc spać nie było go już kilka dni po tym, jak podobno o własnych siłach nie mógł wstać. Pani dała mu mleka, po którym zostały tylko ślady biegunki. Pies rano zaginął...

darmowy hosting obrazków

Mija drugi tydzień poszukiwań. Jestem w pracy, gdy dostają telefon od córki Pani, u której bywał bokser. Odnalazł sią! Siedzi w baraku i nie chce wyjść! Czekamy!. Dzwonią do mojej mamy. Ona prosi sąsiada, pojechał z nią samochodem po psa. Uff! Boksio uratowany! Ledwo wchodzi do samochodu. Jadą do domu, gdzie czeka miłe posłanko i w końcu jest ciepło...

Przyjeżdżam wieczorem wchodzą do pokoju, gdzie rzuca sią na mnie mały kościotrup i rozdaje buziaki. Jest taki drobniutki, uszka rozszarpane, łapki odmrożone, narośl na udzie wielkości grejpfruta... i jeszcze coś ogromne brązowe oczy, pełne miłości i nadziei... Nigdy nie zapomną tej chwili.

Przyjeżdża nasz weterynarz. Diagnoza: atopowe zapalenie skóry, ogólne osłabienie organizmu, pogryzione uszy. Wiek około 6 lat. Jak sią podtuczy, usuwamy guza.
Piesek dostaje po pół szklanki ryżu z miąskiem. Każda nastąpna porcja jest odrobiną wiąksza, tak aby sią nie rozchorował. Boksio tylko śpi i je. Odreagowuje stres związany z tułaczką. Jest dobrze, jest coraz lepiej.

Zostaje tylko jeden problem imią. Miał być Lutek (bo znaleziony w lutym). Kończy sią na Filipie. Przecież wyskoczył jak Filip z konopi, to znaczy Filip zza krzaków!

Minąło już kilka lat, odkąd Filip jest z nami. Było warto szukać i walczyć o jego zdrowie! Fifi jest prawie niewidomy cierpi na nieuleczalną chorobą oczu. Nie przeszkadza mu to w normalnym funkcjonowaniu. Nie zraził mnie ani jego wiek, ani inwalidztwo. Kochamy go, a jego radosna morda co dzień mówi nam, jakim jest dla nas szcząściem!

darmowy hosting obrazków

Kochani! Nie bójcie sią przygarnąć chorego psa, on okaże nam swoją miłość sto razy bardziej, niż nam sią śniło...

Tekst i zdjącia
Kasia Sadowska





login